Nadszedł ten dzień, którego Hugh Collins bał się od kilku lat: przeszłość go dogoniła…po wyjściu Lyli osunął się ciężko na fotel… Arlington znowu skontaktował się z Zahirem… powiedział, że muszą rozwiązać parę spraw. John i Baxter ledwie żywi ze zmęczenia i gorąca rozmawiają na temat swoich dzieci i wchodzą na pole minowe…John wyciąga bagnet i ostrożnie rozgarnia gorący piasek…każe Geraldowi iść dokładnie po jego śladach…opowiada mu o śmierci Stevena…i o tym, że wszyscy myślą, że to on go zabił…Baxter wchodzi na minę…jest przerażony…John uspokaja go …każe mu powoli zabrać nogę z miny, przy której coś pogrzebał, ale Gerald panicznie się boi…John ze łzami w oczach opowiada mu, że musi udowodnić, że to nie on zabił kolegów…jego córka nie może mu spojrzeć prosto w oczy wierząc w to…Gerald uspokaja się i rzuca się w jego ramiona…mina nie wybucha, a on mówi do Johna, aby nie pozwolił przeszłości, aby go zniszczyła…on tak zrobił…to nic przyjemnego…